![]() |
...Ale w końcu piszę i wszyscy się cieszą :-P |
10 listopada stuknął balowi w necu rok. Ileż się przez ten czas wydarzyło w piłkarskiej części mojego życia... Mecze genialne i do pupy, stadiony, które zachwycały i wiejskie zaniedbane poletka, a po drodze mnóstwo nowo poznanych, wspaniałych ludzi związanych z piłką.
![]() |
M.in. ci panowie. |
![]() |
Jedynie to zdjęcie jest dziwniejsze niż ja. |
Jeśli chodzi o halę - powtórka sprzed roku, wszystko wyglądało ładnie pięknie, a parę niedogodności było. Pomijając ciasnotę na parkiecie - z trybun do szatni dało się przejść tylko przez parkiet. Więc siadając z aparatem w złym miejscu miałam co chwilę czyjeś nogi w kadrze. Muszę kupić drut kolczasty, bomby i tworzyć wokół siebie takie małe pole minowe, może ludzie przestaną mi łazić przed obiektywem :-D
![]() |
Konkurencję miałam cały czas na oku. |
Następne spotkanie - omatko, ze zwycięzcami poprzednich dwóch edycji, sędziami z Katowic. No i porażka... Katowic! Wygraliśmy 3:1 po dwóch golach Grześka Wojdy i jednym trafieniu Dawida Bednarka.
Racibórz był jedyną ekipą, która po dwóch meczach miała komplet punktów. I na tym nasza drużyna poprzestała. Ale porażką z Bytomiem mało kto się przejmował, bo przecież mieliśmy zapewniony awans do kolejnej fazy rozgrywek.
Na następny mecz trochę się naczekaliśmy, bo graliśmy w ostatnim, czwartym ćwierćfinale. Ale czekać było warto, bo panowie zrobili to, czego się nie udało zrobić rok i dwa lata temu. 2:0 z Tychami (Piotr Poznański i Dawid Bednarek) i półfinał był nasz!
Tu trafiliśmy na gospodarzy, i tu nasza dobra passa się skończyła. 0:4 nie brzmi dobrze, ale trzeba podkreślić, że rybniczanie później zostali mistrzami, więc porażka z najlepszymi nie jest wstydem. Humory jednak wszyscy mieli kiepskie, a trzeba było jeszcze wyjść na parkiet, by powalczyć choć o najniższy stopień podium.
Ale też się nie udało. Sosnowiec pokonał Racibórz 3:1, choć nadzieja na zwycięstwo była, i to duża, bo wynik otworzył niezawodny Bednarek. Potem strzelali już tylko sosnowiczanie (dlatego żarty z Sosnowca dalej mnie będą śmieszyły :-P )
Finał to była prawdziwa wisienka na torcie sędziowskich zmagań. Wynik do samiuśkiego końca był sprawą otwartą, ostatecznie skończyło się na 3:3 i o tytule musiały rozstrzygnąć rzuty karne. W nich lepsi okazali się arbitrzy z Rybnika i to oni, mokrzy od szampana, odbierali największy puchar.
Po dwóch turniejach, w których okupowaliśmy ostatnie miejsca, w końcu przyszedł sukces. Oczywiście jakiś niedosyt jest, bo zawsze mógł być medal... Ale tej radości, którą przeżywaliśmy po zwycięstwach, nie zabierze nam nikt. I oby za rok mistrzostwa w wykonaniu raciborskich sędziów wyglądały podobnie.
![]() |
Stasiu z bojową, groźną miną, Andrzej za to chyba przeczuwa, jak się skończy ten turniej. |
![]() |
Wydaje się wam, że mecze przebiegały spokojnie - bo przecież to sędziowie, więc grają czysto? Nic bardziej mylnego, mecze były bardziej zacięte i nerwowe niż te zwyczajne amatorskie. |
![]() |
Nie obyło się bez poważnej kontuzji. Efekt poniżej. |
![]() |
Byli nawet ważni ludzie z Warszawy! |
![]() |
Znajome twarze nie tylko na parkiecie, ale i na trybunach. |
![]() |
Stasiu wie, jak się zachować :-) |
Więcej zdjęć na SędziaPiłkarski.pl.
* Na bohemistykę poszłam tylko po to, żeby poznawać wulgaryzmy i wyzwiska (ten słynny mecz Baníka, podczas którego podsłuchiwałam kibiców :-D ). Mój ostatni hit: soudce mrkev = sędzia marchew, odpowiednik naszego sędzia kalosz. Dla zainteresowanych: Rybník = staw rybny. I nie, Czarodziejski flet to nie Zahlastana fifulka, a Terminator to nie Elektornicky mordulec. Uduszę, jeśli ktoś mnie jeszcze raz uraczy takimi dowcipami :-P
.
Co do czeskich wulgaryzmów, to są takie fajne słówka jak "szukanie" i "szczotka".
OdpowiedzUsuńZ tym "szukaniem" to już jest klasyk, ale o co chodzi ze szczotką?
UsuńJak to ładnie napisać? Szczotka to jedna ze stron od "szukania", biorąca za to pieniądze.
OdpowiedzUsuń